Ochrona prawna telewizyjnej transmisji sportowej

Karolina Bonarska-Lenarczyk28 kwietnia 2017Komentarze (0)

Czy telewizyjna transmisja sportowa podlega skutecznej ochronie prawnej?  – zastanawiasz się.

Tak, może podlegać. – odpowiem.

Na jakich warunkach i czy każda? – zapytasz dalej.

No właśnie….Do podzielenia się z Tobą moją wiedzą w tym zakresie skłoniło mnie dzisiaj niezwykle inspirujące spotkanie. 🙂

W samo południe miałam przyjemność zjeść smaczną zupę z soczewicy w towarzystwie Pani Joanny – przesympatycznej, ciepłej i pełnej pomysłów młodej kobiety. Były rozmowy oczywiście o prawie, o dzieciach naturalnie też :-), ale i o sporcie, z którym Pani Joanna związana jest w pewien sposób zawodowo.

I tu okazało się, że podobnie postrzegamy sportowców. To ludzie z niezwykle silną samodyscypliną, zadaniowi, ambitni i wytrwali. Już sama rozmowa o niektórych sportowcach powoduje, że człowiek jest od razu zmotywowany do działania!!!

W każdym razie jest się od nich czego nauczyć, a praca z nimi musi być nie tylko wyzwaniem, ale i niezłą przygodą. W końcu wielu z nich to nasze dobra narodowe 🙂

Nie bez przyczyny mój syn to Adam. Wiadomo – Adam jest tylko jeden!

I tak oto rozmawiając o sporcie i prawie wpadłam na pomysł napisania dzisiejszego posta 🙂

Jak pisałam we wpisie UTWÓR – a co to takiego?, zgodnie z art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.

Dominuje pogląd, że transmisja telewizyjna wydarzenia sportowego, jako zwykła rejestracja audiowizualna tego, co działo się na sportowej arenie nie jest utworem w rozumieniu wskazanej ustawy. Trudno bowiem doszukać się w takiej transmisji znamion indywidualności i twórczości.

Jak wskazał w wyroku z dnia 20 lutego 2015 r. sygn akt III SA/Wa 1078/14 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie:

transmisja wydarzenia sportowego stanowi odzwierciedlenie jego przebiegu, przekazanie obrazu i dźwięku przy użyciu takich środków technicznych, aby widz mógł je na bieżąco obserwować. W przypadku transmisji/retransmisji wydarzenia sportowego nie można mówić o wartościach twórczych, indywidualnych wnoszonych przez organizatora, czy podmiot transmitujący, wydarzenie sportowe. Przebieg zawodów nie jest kształtowany przez zamysł podmiotu transmitującego, lecz oddaje on obraz tego, co się podczas wydarzenia sportowego dzieje. Nie budzi wątpliwości, że wydarzenie sportowe (np. mecz piłkarski) i udział w nim sportowców nie stanowi utworu będącego przedmiotem prawa autorskiego.

Osobiście uważam jednak, że kwestia ta wcale nie jest tak jednoznaczna i oczywista. Weźmy chociażby za przykład spektakularne ceremonie otwarcia zawodów sportowych czy też rolę, jaką spełniają niektóre widowiska sportowe.

W mojej ocenie jednak niektóre transmisje sportowe będą wypełniały definicję utworu wskazaną w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a co za tym idzie będą podlegały ochronie prawnoautorskiej.

Moim zdaniem, w dobie bardzo wysokiego rozwoju technologii, który przejawia się m. in. w niemalże nieograniczonych możliwościach technicznych sprzętu do nagrywania, możliwości łączenia obrazu z kilku kamer, kadrowania, stosowania zbliżeń obrazów, wyświetlania tabel i wyników, powtórki ujęć, jednoczesnej transmisji on-line itd. istnieje niewątpliwa sposobność do całkowicie świadomego i dobrowolnego wybierania oraz „składania” poszczególnych elementów transmisji sportowej.

W tym kontekście można mówić o swobodzie działalności twórczej, a co a tym idzie – o działalności odróżniającej się od innych rezultatów takiego samego działania.

W takiej sytuacji, moim zdaniem mamy do czynienia z utworem.

Tym bardziej, że jak wynika z art. 1 ust. 2 ww. ustawy  przedmiotem prawa autorskiego są m. in. utwory audiowizualne.

Ochronie prawnoautorskiej polegają również tzw. autorskie prawa pokrewne. Pojęciem tym objęte są m. in. prawo do artystycznego wykonania i fonogramu, prawo do wideogramu i do nadania programu.

Zgodnie z art. 97 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Bez uszczerbku dla praw twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów, organizacji radiowej lub telewizyjnej przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania ze swoich nadań programów w zakresie:

  • utrwalania
  • zwielokrotniania określoną techniką
  • nadawania przez inną organizację radiową lub telewizyjną;
  • reemitowania;
  • wprowadzania do obrotu ich utrwaleń;
  • odtwarzania w miejscach dostępnych za opłatą wstępu;
  • udostępniania ich utrwaleń w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Powyższe pozwala na wniosek, że telewizyjna transmisja sportowa będzie podlegać skutecznej ochronie jako utwór, jeśli wykaże cechy twórcze o specyficznym charakterze oraz  jako prawo do wideogramu pod warunkiem, że zostanie utrwalona na określonym nośniku oraz jako nadanie programu.

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Karolina Bonarska-Lenarczyk22 kwietnia 20172 komentarze

Czy wiesz, że 23 kwietnia to Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich? To święto przede wszystkim TWÓRCÓW pracujących piórem 🙂

Ale świętują również wydawcy, edytorzy czy czytelnicy, a Światowy Dzień Książki obchodzony od 22 lat co roku zyskuje coraz większą popularność.

Z okazji tego święta, tak ważnego przecież dla TWÓRCÓW utworów pisanych, mam dla Ciebie jego krótką historię.

 

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich ma na celu promocję czytelnictwa, edytorstwa ale również ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. 

Jego organizatorem jest UNESCO, którego podstawowym celem jak wiadomo jest wspieranie międzynarodowej współpracy m. in. w dziedzinie kultury, sztuki i nauki. Po praz pierwszy UNESCO zorganizowało Światowy Dzień Książki w 1995 r.

Czy wiesz dlaczego akurat 23 kwietnia został wybrany na Światowy Dzień Książki?

To symboliczna data dla światowej literatury.  23 kwietnia 1616 r. zmarł Miguel de Cervantes i William Szekspir. 23 kwietnia urodził się natomiast m. in. wybitny francuski pisarz Maurice Druon czy też autor „Lolity”Vladimir Nabokov.

Sam pomysł zorganizowania tego święta zrodził się dużo wcześniej zanim zostało ono faktycznie zorganizowane – bowiem już 1926 r. Jego autorem był Vicente Clavel Andres – wydawca pochodzący z mojej ukochanej Walencji. Dasz wiarę, że od 1930 r. Dzień Książki jest świętem oficjalnym w Hiszpanii?

Początkowo Dzień Książki planowano powiązać z 7 października jako datą urodzin Cervantesa. Ponieważ jednak były duże wątpliwości co do poprawności tej daty jako faktycznej daty narodzin autora Don Kichote, ostatecznie Dniem Książki okrzyknięto 23 kwietnia 🙂

Katalonia bardzo hucznie świętuje 23 kwietnia. Dzień ten jest obchodzony jako święto narodowe Katalonii ku czci jej patrona św. Jerzego. Legenda głosi, że św. Jerzy pokonał smoka 🙂 Czerwone róże, którymi zgodnie z wieloletnią tradycją mężczyźni obdarowywali kobiety, miały symbolizować krew właśnie tego smoka! Kobiety w zamian za kwiaty obdarowywały mężczyzn książkami.

Ze względu na sukces Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, UNESCO podjęło decyzję o stworzeniu tytułu Światowej Stolicy Książki. Tytuł ten od 2001 r. przyznawany jest co roku dla tego miasta, które najlepiej przygotuje program promujący czytelnictwo.

Miastem, które jako pierwsze otrzymało tytuł Światowej Stolicy Książki, był Madryt.

Czy wiesz, które polskie miasto zyskało tytuł Światowej Stolicy Książki? Czekam na odpowiedzi i zachęcam do czytania!!!

Ja obecnie, oprócz komentarzy do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, czytam tym co jeszcze sami nie potrafią, ale lubią słuchać – Nelę i skarby Karaibów 🙂 Polecam!

No to jak z tą Światową Stolicą Książki? Podpowiem: Poznań, Wrocław czy Warszawa?

Zdjęcia na licencji CC0 Public Domain www.pixaby.com

Bardzo lubię moją pracę. Lubię nawet związany z nią pozytywny i motywujący stres. On zagrzewa do działania i zachęca do stawiania sobie ciągle nowych wyzwań 🙂

Gorzej jednak jak ten stres powoduje, że ciśnienie wzrasta, a w gardle pojawia się przysłowiowa gula…Taki stres zafundowali mi wczoraj z okazji Lanego Poniedziałku oszuści – wyłudzacze pieniędzy podszywający się pod Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej.

Jedna z Klientek przysłała mi wczoraj pismo, jakie otrzymała z „urzędu patentowego” w związku z dokonanym przeze mnie zgłoszeniem znaku towarowego dotyczącego jej firmy.

Dokonując zgłoszenia wspólnie ustaliłyśmy, że we wniosku wskazanych będzie 5 klas towarowych, dla których będziemy ubiegać się o uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy.

Wszystkie szacowane przeze mnie koszty związane z zastrzeżeniem znaku towarowego, w tym wysokość opłaty za pierwszy 10- cio letni okres ochronny na znak towarowy,  ustaliłam w oparciu o te 5 klas ustalonych wg. tzw. klasyfikacji nicejskiej.

Tymczasem pismo przekazane mi przez Klientkę wyraźnie wskazywało na to, że opłata należy się za 12 klas: 5 klas według klasyfikacji nicejskiej i 7 wg. klasyfikacji wiedeńskiej dotyczącej nie tyle towarów ile elementów graficznych znaku towarowego. Pytanie Klientki było jednoznaczne:

Czy to oznacza, że mam płacić za 12 klas?

Przyznam, że dosyć mnie to zdziwiło. Pierwszy raz bowiem spotkałam się z pobieraniem opłaty za pierwszy okres ochronny na podstawie klas ustalonych zgodnie z klasyfikacją wiedeńską. Niemniej jednak stres potężny, bo wyliczone przeze mnie koszty, które musi ponieść Klientka wzrosły o 50 %!

Pomyślałam…cóż obecnie przepisy tak często się zmieniają. Choć przecież wciąż śledzi się je na bieżąco to ilość tych zmian jest tak duża, że dnia nie starczyłoby na zapoznawanie się ze wszystkimi nowinkami! Zasypiam wieczorem w jednym stanie prawnym, a rano budzę się i jest już inny, więc może jednak nastąpiły jakieś zmiany w prawie w zakresie ustalania opłat za udzielenie okresu ochronnego na znak towarowy…

Otwieram przepisy – nic. Żadnych zmian. Wszystko po staremu. Niezmiennie zgodnie z załącznikiem nr 3 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 29 sierpnia 2001 r. w sprawie opłat związanych z ochroną wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych, znaków towarowych, oznaczeń geograficznych i topografii układów scalonych (Dz. U. z 2001 r. Nr 90, poz. 1000) w wersji obowiązującej od 14 października 2016 r.

opłatę okresową za 10- cio letni okres ochronny znaku towarowego pobiera się za każdą klasę towarową według obowiązującej klasyfikacji towarów i usług. 

Nie, to być nie może. Coś tu nie gra.

Kiedy emocje już opadły i upewniłam się, że na pewno się nie pomyliłam, ponownie zerknęłam na pismo przesłane przez Klientkę. A tu…ani śladu Urzędu Patentowego tylko jakiś Rejestr Polskich Znaków Towarowych.  A przecież wyłącznym organem w sprawach dotyczących znaków towarowych jest tylko Urząd Patentowy.

Co więcej, jak wynika wprost z art. 222 ust. 1 ustawy Prawo własności przemysłowej,

wszelkie opłaty związane ze znakami towarowymi pobiera wyłącznie Urząd Patentowy.

Kolejne zdziwienie – dlaczego pismo nie zostało doręczone do mnie jako pełnomocnika tylko skierowane do Klientki? No i w końcu dlaczego pismo jest podpisane wyłącznie pierwszą literą imienia i nazwiskiem, bez podania stanowiska i upoważnienia osoby podpisującej  i wzywającej do zapłaty?

Na koniec przyszło porównanie konta, na które moja Klientka miała dokonać przelewu za rzekomo pierwszy ochronny okres dla swojego znaku towarowego. Jak się już zapewne domyślasz wcale nie było to to samo konto, na które przelewa się opłaty pobierane przez Urząd Patentowy.

Wniosek mógł być tylko jeden: OSZUSTWO i próba wyłudzenia pieniędzy!

Co się okazało, proceder wcale nie jest nowy. Pisał o nim Mikołaj Lech na swoim blogu wskazując w 2014 r., że pierwszy raz zajął się tematem wyłudzeń „na urząd patentowy” nawet rok wcześniej!

Obszerne informacje w tym zakresie, łącznie ze wskazaniem nazw podmiotów wysyłających pisma podobne do tego, które otrzymała moja Klientka, znajdują się również na stronie Urzędu Patentowego.

Pamiętaj zatem, że jeśli przydarzy Ci się podobna historia i otrzymasz zaskakujący list od pseudo urzędu patentowego – zignoruj pismo! W razie wątpliwości skontaktuj się ze swoim pełnomocnikiem lub z Urzędem Patentowym.

Pamiętaj również, że Urząd Patentowy nie wystawia faktur ani też nie korzysta z usług podmiotów trzecich celem realizacji sowich ustawowych zadań.

Nie daj się zatem załapać w pułapkę, bowiem opłaty uiszczone na rzecz oszustów nie mają żadnego wpływu na toczące się postępowanie rejestrowe czy też ochronę znaku towarowego.

Zalecam czujność 🙂

 

Utwór współautorski – a co to takiego?

Karolina Bonarska-Lenarczyk13 kwietnia 2017Komentarze (0)

O tym czym jest utwór i że jest on przedmiotem prawa autorskiego mogłeś dowiedzieć się z jednego z moich pierwszych wpisów na blogu pt. UTWÓR – a co to takiego?

Dzisiaj chcę żebyś się dowiedział, że UTWÓR może mieć wiele odmian, a jedną z nich jest utwór współautorski, o którym będzie dzisiejszy wpis 🙂

W tym tygodniu brałam udział w bardzo fajnej inicjatywie – na zaproszenie jednej z firm nagrywałam szkolenie na platformę internetową. Być może czytałeś moje wcześniejsze wpisy i wiesz, że moją pasją jest również prawo lotnicze. Nie zaskoczę zatem niczym pisząc, że szkolenie było z prawa lotniczego 🙂

Efekty będzie można poznać jak swoją pracę zakończy jeszcze kilka innych umówionych ze mną osób, których współpraca jest niezbędna żeby materiał był kompletny i stanowił spójną całość.

W każdym razie nagranie zainspirowało mnie do omówienia kwestii utworu współautorskiego, bo takim właśnie będzie wspomniany materiał ze szklenia 🙂

A zatem czym jest utwór współautorski?

Jak dobrnąłeś do tego miejsca wpisu to zapewne bardzo trafnie jesteś w stanie stwierdzić na podstawie tego co przeczytałeś powyżej, że

utwór współautorski to efekt wspólnego i świadomego działania kilku osób, pomiędzy którymi istnieje faktyczne porozumienie co do dzieła i pracy nad jego tworzeniem.

To faktyczne porozumienie stanowi trzon współpracy. Przejawia się ono w zamiarze stworzenia jednego, wspólnego utworu przy ustalonym wspólnym planie działania.

Utwór współautorski nie jest zatem utworem przypadkowym.

U podstaw jego powstania leży świadome porozumienie kilku osób oraz założenie działania wspólnego.

Takie działanie wcale nie musi następować w jednym czasie i miejscu. Może odbywać się w odstępach czy też bezpośrednio jedno po drugim. Jednakże   istotne jest, aby jeszcze przed przystąpieniem do prac osoby współpracujące ustaliły, że ich celem jest stworzenie jednego, wspólnego dzieła.

Jakkolwiek każda z osób biorących udział przy powstaniu utworu współautorskiego wnosi swój własny wkład twórczy, to z pewnością nie zachodzi tutaj sytuacja, w której każda z tych osób pracuje samodzielnie nad własnym utworem, nie mając świadomości o pracy innych osób. Byłoby to sprzeczne istotą utworu współautorskiego jaką jest świadome współdziałanie w ramach faktycznego porozumienia.

Dla oceny współautorstwa bez znaczenia pozostaje również dysproporcja wkładów pracy osób zaangażowanych we współpracę. Wspólne tworzenie nie zakłada bowiem równości wkładów czy też nakładów pracy poszczególnych współtwórców. Wystarczy zatem, że wkład każdej ze współdziałających osób jest wkładem twórczym, tj. cechuje go oryginalność i indywidualność, a jakakolwiek dysproporcja pomiędzy wkładami nie będzie miała żadnego wpływu na uznanie poszczególnych współdziałających osób za współtwórców. Nawet jeśli taki twórczy wkład jednego ze współtwórców jest wyraźnie dominujący, a innego marginalny.

Zresztą o ile poszczególne współdziałające osoby nie ustalą wielkości przypadających na nich udziałów we wspólnym utworze lub udziały te nie zostaną określone przez sąd, to zgodnie z art. 9 ust. 1 zdanie drugie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, obowiązuje domniemanie równości wielkości udziałów.

Wszystkim współtwórcom przysługują wspólne autorskie prawa majątkowe do stworzonego wspólnie utworu, natomiast autorskie prawa osobiste pozostają oczywiście przy każdym ze współautorów.

Wracając do nagrywanego szkolenia lotniczego –  każda ze współpracujących ze mną osób miała możliwość twórczego działania. Moja twórczość polegała na przygotowaniu prezentacji według autorskiej koncepcji oraz sposobie wyrażenia konkretnych treści w sposób indywidualny i wcześniej przeze mnie przygotowany. Do tego, aby cały materiał szkoleniowy mógł być zamieszczony na platformie, niezbędna jest jednak również twórcza praca np. montażysty czy też obróbka graficzna całego materiału. Efekt końcowy będzie utworem współautorskim 🙂

Podsumowując, abyś zapamiętał to co najważniejsze:

  • utwór współautorski to nie dzieło przypadku
  • powstanie utworu współautorskiego zawsze wiąże się ze współdziałaniem co najmniej dwóch osób
  • osoby współdziałające działają świadomie na podstawie faktycznego porozumienia, które obejmuje wspólne działanie w celu stworzenia wspólnego dzieła
  • każda z osób współdziałających wnosi twórczy wkład w powstający utwór
  • nie ma wymagana, aby wkłady poszczególnych twórców były równe
  • każdemu współtwórcy przysługują jednakowe, wspólne autorskie prawa majątkowe do wspólnego utworu

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis pomoże Ci w ustaleniu czy jesteś jedynym twórcą swojego dzieła, czy też ma ono także innych współautorów. Zachęcam do dyskusji oraz dzielenia się przemyśleniami w komentarzach. A jeśli ten wpis spodobał Ci się i chcesz się nim podzielić z innymi, będzie mi miło jak udostępnisz go dalej 🙂

Do następnego napisania!

Prawna ochrona marki – a co to takiego?

Karolina Bonarska-Lenarczyk05 kwietnia 2017Komentarze (0)

Drogi Twórco, dzisiaj przygotowałam dla Ciebie nie lada gratkę. Powiedzmy, prezent z okazji wiosny 🙂

Każdy ma swojego mentora czy idola. Taki wzór, który podziwia i który jest też inspiracją. Dla mnie jest to Mikołaj Lech – rzecznik patentowy, specjalizujący się w prawie własności przemysłowej, prawie autorskim i zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Autor nagrodzonego przez Urząd Patentowy RP bloga www.znakitowarowe-blog.pl

Mikołaj, specjalnie dla Ciebie, gości dziś na moim blogu. Zgodził się udzielić wywiadu na najbardziej nurtujące moich Klientów pytania.

Zapraszam do lektury i zapoznania się z efektem mojej z Mikołajem rozmowy 🙂

Mikołaj, jako wybitny znawca tematu, powiedz na czym polega prawna ochrona marki?

Marka może uzyskać wzmocnioną ochronę prawną poprzez rejestrację znaku towarowego w odpowiednim urzędzie patentowym. Możemy mówić o ochronie na terytorium Polski, UE czy też w wybranych krajach. Zastrzegając znak towarowy w urzędzie uzyskuje się na niego prawo wyłączne. Są tutaj jednak pewne ograniczenia.

Dokonując zgłoszenia należy określić towary i usługi, w zakresie których ma obowiązywać ochrona. Innymi słowy wskazujesz branżę, w której działasz. Co do zasady rejestrując znak towarowy w urzędzie patentowym należy wybrać jedną z jego form. A tych jest całkiem sporo. W praktyce jednak najczęściej wybór ogranicza się do dwóch: słownej (chronimy nazwę) i słowno-graficznej (chronimy logo). Każda z tych forma posiada swoje plusy i minusy. Warto także podkreślić, że ochrona znaku towarowego może trwać wiecznie, pod warunkiem, że co 10 lat przedłużymy jej ochronę.

Na rynku może więc istnieć kilku przedsiębiorców posługujących się identyczną nazwą. Wszystko będzie zgodne z prawem, jeżeli będą działać w innych branżach. Istotne jest to, że znak towarowy służy do komercyjnego oznaczania towarów i usług. Jeżeli nie posługujemy się danym oznaczeniem w działalności gospodarczej to w ogóle nie można tutaj mówić o znaku towarowym.

Potwierdzasz zatem możliwość funkcjonowania na rynku kilku przedsiębiorców posługujących się tą samą nazwą jeśli działają w różnych branżach? Często bowiem przedsiębiorcy myślą, że zastrzegając znak towarowy np. nazwę swojej firmy, nabywają monopol na jej używanie i że już nikt inny nie będzie mógł użyć takiej samej.

Często ludzie mają błędne przeświadczenie, że zastrzegając znak towarowy w urzędzie patentowym uzyskuje się monopol prawny na nazwę, że nikt nie może się nim posługiwać. W swojej praktyce często spotykam się z sytuacją, że przedsiębiorca jest niepocieszony, ponieważ w wynikach Google wyskakuje na dalszej pozycji. Wyprzedzają go firmy o tej samej nazwie, ale  z zupełnie innych branż.

Możliwość funkcjonowania na rynku marek o tej samej nazwie jest dobra. Jeżeli nie są konkurentami nikt nie zostanie wprowadzony w błąd. Dzięki temu nie ogranicza się rynku. Od tej ogólnej zasady istnieje jednak pewien wyjątek. Chodzi o znaki renomowane, których ochrona obejmuje również towary i usługi niepodobne.

Jakie mechanizmy ochronne przysługują przedsiębiorcy, który posługuje się zastrzeżonym znakiem towarowym, np. w branży gastronomicznej, gdy inny przedsiębiorca działający dokładnie w tej samem branży będzie posługiwał się takim samym znakiem?

Praktyka pokazuje, że przedsiębiorcy najczęściej nieświadomie łamią prawo. Bezrefleksyjnie wchodzą w nazwy, które inny przedsiębiorca zastrzegł już w urzędzie patentowym. Zazwyczaj zbieżność dotyczy nazwy a nie logo. Teoretycznie przedsiębiorca, którego prawo ochronne na znak towarowy zostało naruszone może taką restauracje pozwać i zażądać szeregu roszczeń, np. o zaniechanie naruszanie prawa, o naprawienie szkody, o wydanie bezpodstawnie uzyskanych korzyści.

Najczęściej jednak takie sprawy załatwiane są już na etapie ugody. W sytuacji, kiedy przedsiębiorca chroni swój znak towarowy często jest na wygranej pozycji. Jeżeli takiej ochrony nie ma, to sytuacja jest dużo trudniejsza. Może się wówczas powoływać na przepisy np. z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, które dają pewne prawa do niezarejestrowanego znaku. O problemach dowodowych w sytuacji, kiedy swojego znaku towarowego nie chronimy pisałem ostatnio w artykule pt.: Jak chronić markę firmy Przykładowo jeżeli restauracje, które używają tej samej nazwy, działaj w miastach oddalonych od siebie o kilkaset kilometrów, ryzyko wprowadzenia klienta w błąd jest niewielkie. Może się więc okazać, że restauracja, która powstała później, będzie działać legalnie.

Czy ta ochrona jest identyczna jeśli znak nie jest taki sam, ale bardzo podobny do znaku zastrzeżonego? Na podstawie jakich kryteriów możemy takie podobieństwo ustalić?

Jeżeli zarówno porównywane znaki towarowe są identyczne jak i towary lub usługi, do których oznaczania są one przeznaczone, to naruszenie jest oczywiste. Nie trzeba nawet wykazywać ryzyka wprowadzenia w błąd. Natomiast w przypadku, kiedy znaki są podobne, to należy dokonać oceny czy elementy zbieżne obu oznaczeń mogą wprowadzać konsumentów w błąd co do pochodzenia towarów lub usług. Znaki są porównywane wtedy na trzech płaszczyznach: wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej.

Często przedsiębiorcy nie wiedzą czy przed zastrzeżeniem swojego znaku towarowego mogą z niego w ogóle korzystać. Co byś im poradził?

Na przykładzie restauracji, o której mówiliśmy do naruszenia by nie doszło, gdyby taki przedsiębiorca wcześniej sprawdził czy identyczny znak nie jest już zastrzeżony. Bazy urzędów patentowych są jawne i darmowe. Każdy może sprawdzić, jakie znaki towarowe otrzymały ochronę oraz jakie zostały zgłoszone. Badanie na identyczność można zrobić samemu. Problemem są znaki podobne. Nie jest ważne czy według nas znaki się różnią, ważne jak oceni to sąd czy ekspert z urzędu patentowego. Warto na tym etapie skonsultować się z osobą mającą doświadczenie w znakach towarowych np. rzecznikiem patentowym.

Jaki znak najlepiej zastrzec: logo czy nazwę firmy?

To jest pytanie z kategorii „co było pierwsze jajko czy kura”. Nie ma tutaj prostej odpowiedzi. Tak jak wspomniałem wcześniej, każda z tych form ochrony ma swoje plusy i minusy. Znak słowny świetnie chroni domenę internetową i samą nazwę firmy. Nie zabezpiecza jednak grafiki w logo. Z drugiej strony znak słowno-graficzny łatwiej zarejestrować. Znaki towarowe zgłoszone w wersji słownej oraz słowno-graficznej bardzo dobrze się uzupełniają. Można powiedzieć, że wzajemnie niwelują swoje wady, przez co ochrona jest pełna. Zgłoszenie do ochrony znaku w dwóch odmianach wiąże się jednak z podwójnymi kosztami.

Jak w najprostszych słowach wyjaśniłbyś, że chociaż konkretny znak nie jest zastrzeżony, to również jest prawnie chroniony?

Nawet jeżeli przedsiębiorca nie dokonał rejestracji znaku towarowego, to i tak przysługują mu pewne prawa do marki. Szerzej pisałem o tym w artykule pt.: Niezarejestrowany znak towarowy. Postępowanie sądowe w oparciu o taki znak niezarejestrowany będzie jednak trudniejsze. Chodzi o to, że najpierw przedsiębiorca będzie musiał wykazać, że te prawa w ogóle mu przysługują. Prawo do niezarejestrowanego znaku towarowego przysługuje przedsiębiorcy, który jako pierwszy zaczął go używać. Problem jednak w tym, że nie ma rejestru niezarejestrowanych znaków towarowych. Oznacza to, że jeżeli pozwiesz konkurenta w oparciu o przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji to będziesz się musiał natrudzić, aby udowodnić, że to Tobie przysługują prawa do danego oznaczenia. Te problemy nie występują w przypadku znaków zarejestrowanych. W sądzie wystarczy bowiem przedstawić świadectwo rejestracji, wydawane przez Urząd Patentowy RP.

Jak wobec tego przekonałbyś do zarejestrowania znaku?

Najczęściej wcale nie muszę. Odzywają się do mnie przedsiębiorcy, którzy mają już problem, ponieważ ktoś się pod nich podszywa. Wówczas nie ma dyskusji czy warto to zrobić, tylko dlaczego to tyle trwa 🙂 Procedura rejestracji przebiega w około 6 miesięcy. Przedsiębiorca rejestrując znak towarowy zyskuje dużo. Przede wszystkim jest właścicielem swojej marki, posiada silne narzędzie prawne do walki z podmiotami, które naruszają jego prawa. Mając zarejestrowany znak towarowy może walczyć z szantażem domenowym oraz blokować używanie swojego znaku towarowego w tekstowej części reklam AdWords. Znak towarowy możemy wykorzystać w optymalizacji podatkowej czy też udzielić na niego licencji. Uprawnienia i możliwości, o których wspomniałem dotyczą wyłącznie znaków zarejestrowanych.

Kiedy najlepiej jest zastrzec znak towarowy? Zanim stanie się on znakiem renomowanym, czyli w wielu przypadkach de facto na początku działalności, czy też dopiero jak będzie rozpoznawalny?

Powiem krótko 90% sporów o markę nie miałoby miejsca, gdyby osoby zakładające firmy od razu zarejestrowały znak towarowy. Często kiedy decydują się na to po latach napotykają na problemy. Miałem przypadek przedsiębiorcy, który po 10-ciu latach musiał całkowicie zmienić nazwę pod którą działał. Kiedy pomyślał o rejestracji znaku towarowego zrobiłem dla niego badanie. Wyszło z niego, że od 15 lat jest już chroniony identyczny fonetycznie znak. Od początku naruszał więc prawo. Dobrą praktyka jest najpierw sprawdzenie nazwy w którą chcemy wejść. Jeżeli jest wolna nie musimy od razu jej rejestrować. Jednak kiedy poczujemy, że nasz biznes ma przyszłość, powinniśmy to zrobić. Znam wiele przypadków kiedy konkurencja postanowiła ukraść taką niechronioną markę. Zarejestrowała ją po prostu na siebie w urzędzie patentowym. A w takim przypadku walka o prawa do marki będziemy musieli toczyć już w trybie spornym.

Jakie działania zarekomendowałabyś przedsiębiorcy, który zorientuje się, że nieświadomie naruszał czyjeś prawa do zastrzeżonego znaku towarowego?

Przede wszystkim powinien sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie czy faktycznie naruszył prawo, czy tylko mu się tak wydaje. Warto na tym etapie zwrócić się o poradę prawną do specjalisty. Jeżeli jednak faktycznie doszło do naruszenia prawa to na pewno zachować spokój. Absolutnie nie powinien się odzywać do właściciela praw z pytaniem czy może dalej działać pod tą nazwą. W takich sytuacjach rekomenduję dokonanie zmian w znaku. Zmiany muszą być takie, aby wyeliminować ryzyko pomyłki. Nie można też wpaść z deszczu pod rynnę, to znaczy wejść w prawa innego przedsiębiorcy. Tutaj również warto wprowadzać zmiany z pomocą osoby znającej się na prawnej ochronie marki.

To jeszcze nie koniec niespodzianek przy dzisiejszym wpisie 🙂

Razem z Mikołajem zapraszamy do obejrzenia filmu Mikołaja pt. 10 najczęstszych błędów związanych z prawną ochroną marki:

Mam nadzieję, że udało nam się usystematyzować Ci podstawowe wiadomości dotyczące prawnej ochrony marki. Mikołajowi dziękuję za rozmowę, a Ciebie zapraszam do czytania kolejnych wpisów na blogu!