Jak się okazuje, dla stwierdzenia podobieństwa znaków towarowych kolosalne znaczenie ma zbadanie czy wcześniej zarejestrowany znak towarowy nie ma przypadkiem statusu znaku renomowanego.

Dał temu jednoznacznie wyraz Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 21 czerwca 2017 r. sygn. akt II GSK 2782/15 stwierdzając w tezie wyroku, że

badanie identyczności lub podobieństwa znaków towarowych wymaga już na wstępie ustalenia przez Urząd Patentowy, czy znak wcześniejszy ma status renomowanego, gdyż w przypadku stwierdzenia takiej okoliczności ocena podobieństwa powinna zostać dokonana przy pomocy kryteriów względniejszych niż na podstawie dotychczasowego art. 132 ust. 2 pkt 3 ustawy Prawo własności intelektualnej.

A ustalenia takie Sąd poczynił na kanwie bardzo ciekawej sprawy, którą zainicjował sam DIOR.

Otóż cała sprawa rozgorzała, gdy w 2009 r. jedna z polskich firm zgłosiła do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej wniosek o zarejestrowanie dla produktów kosmetycznych znaku A Adoration.

Cała koncepcja nie przypadła do gustu francuskiej firmie Parfums Christian Dior, która zdecydowała się złożyć sprzeciw w procedurze rejestrowej. Wykazywała przy tym, że zarejestrowała już z wcześniejszym prawem pierwszeństwa międzynarodowy znak słowny oraz słowno- graficzny J’Adore dla kosmetyków.

W ocenie  Francuzów istniało ryzyko, że polscy konsumenci mogą sądzić, że kosmetyki A Adoration są powiązane z renomowaną w Polsce marką kosmetyków i perfum J’Adore, bowiem wskazują na to skojarzenia wynikające ze wspólnego członu ADORE i polskiego słowa „adorować”.

Polski Urząd Patentowy jednakże nie podzielił stanowiska francuskiej firmy. Nie przekonały go również materiały złożone przez Parfums Christian Dior.

Jednoznacznie stwierdził, że badanie renomy znaku towarowego jest w tej sprawie niepotrzebne, bowiem te dwa znaki – jakkolwiek posiadają ten sam źródłosłów – to różnią się na płaszczyźnie fonetycznej, wizualnej oraz znaczeniowej. W ocenie Urzędu Patentowego nie było tutaj żadnego ryzyka wprowadzenia odbiorców w błąd. Tym samym Urząd  nie znalazł podstaw do unieważnienia prawa ochronnego na znak towarowy A Adoration i oddalił sprzeciw Diora.

Decyzja Urzędu Patentowego została jednakże uchylona przez Wojewódzki Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 31 marca 2015 r. sygn. akt VI SA/Wa3042/14. Sąd wskazał wprost, że:

Urząd Patentowy powinien przede wszystkim odnieść się do renomy znaków marki DIOR w Polsce czego nie zrobił, a mimo tego przystąpił do oceny podobieństwa znaków towarowych.

Urząd Patentowy nie dawał za wygraną i złożył skargę kasacyjną od rozstrzygnięcia WSA. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił ją jednak i wskazał, że badanie identyczności lub podobieństwa znaków towarowych wymaga już na wstępie ustalenia czy wcześniejszy znak towarowy ma status znaku renomowanego.

Naczelny Sąd Administracyjny stanął na stanowisku, że dla stwierdzenia podobieństwa znaków towarowych wystarczy samo niebezpieczeństwo, że jakiś inny znak towarowy może być z nim kojarzony, bowiem znaki o ustalonej renomie podlegają zwyczajnie szerszej ochronie. Urząd Patentowy jednakże pominął w prowadzonym postępowaniu kwestię renomy i uznał, że wystarczającym jest jedynie odwołanie się do oceny podobieństwa.

Dlatego też teraz, zgodnie z wyrokiem NSA z dnia 21 lipca 2017 r., przy ponownym rozpatrywaniu sprzeciwu firmy Parfums Christian Dior, Urząd Patentowy będzie musiał zbadać czy J’Adore firmy Dior rzeczywiście cieszy się w Polsce renomą oraz będzie musiał ustosunkować się do dowodów przedstawionych na okoliczność ustalenia renomy przeciwstawionych znaków z wcześniejszym pierwszeństwem. Jeśli uzna je za przekonujące to będzie musiał dokonać oceny podobieństwa przeciwstawionych znaków z uwzględnieniem tej renomy.

 Więcej o renomowanych znakach towarowych przeczytasz we wpisie Renomowany znak towarowy – a co to takiego? 

 

ZAPRASZAM 🙂

Jeden z moich Klientów boryka się od pewnego czasu ze skierowanym przeciwko niemu zarzutem, że bezprawnie posługuje się imieniem i nazwiskiem pewnego muzyka do promowania koncertów, na których grane są kompozycje tego muzyka. Dodam, że kompozycje grane są na podstawie zakupionych i opłaconych licencji 🙂 a zatem wszystko lege artis.

Jak to jednak bywa, konkurencja nie śpi i obrała kurs na uniemożliwienie mojemu Klientowi wystawiania koncertów, po czym sama wystawiła podobne :-). W międzyczasie zdołała również wytknąć mojemu Klientowi, że używając imienia i nazwiska muzyka narusza jego prawa, bowiem imię i nazwisko zostały zastrzeżone jako znak towarowy.

I tu zrodził się pomysł na wpis na blogu 🙂

Czy nazwisko może być zastrzeżonym znakiem towarowym?

Co do zasady znak towarowy kojarzy się z logo lub przynajmniej nazwą firmy na tyle charakterystycznymi, że pozwalają na odróżnienie towarów jednego przedsiębiorcy od towarów innego przedsiębiorcy. Skojarzenie to jest całkiem prawidłowe i zbieżne z definicją znaku towarowego.

Znak towarowy to bowiem każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny, jeśli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa (art. 120 ust 1 ustawy Prawo własności przemysłowej).

Więcej o cechach charakterystycznych znaków towarowych przeczytasz we wpisie ZNAK TOWAROWY – a co to takiego?

Okazuje się, że także nazwisko może zostać zarejestrowane jako znak towarowy. Proste? Niekoniecznie 🙂

 

Nazwisko jako znak towarowy może być zarejestrowane pod konkretnymi warunkami:

  1. musi nadawać się do graficznego przedstawienia – to wynika wprost z definicji znaku towarowego
  2. musi posiadać cechy, które w sposób dostateczny odróżniają go od innych oznaczeń na rynku tj. posiadać tzw. zdolność odróżniającą
  3. w procesie rejestracji Urząd Patentowy nie może stwierdzić żadnych przeszkód rejestracyjnych, a taką przeszkodą może być np. wprowadzanie odbiorców w błąd poprzez używanie danego nazwiska jako znaku towarowego czy też naruszanie osobistych lub majątkowych praw osób trzecich.

Jakkolwiek ustawa Prawo własności przemysłowej nie wymienia wprost nazwiska osoby fizycznej jako oznaczenia nadającego się do ochrony jako znak towarowy zwracam Twoją uwagę na fakt, że katalog przykładowych znaków towarowych z art. 120 ust. 2 ustawy Prawo własności przemysłowej jest katalogiem otwartym.

Oznacza to, że co do zasady nazwisko może również pełnić rolę znaku towarowego. Zresztą co do tego nie ma żadnych wątpliwości również w orzecznictwie sądów. I tak w wyroku NSA z 20 września 2006 r. sygn. akt II GSK 115/06 Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że:

„poza sporem pozostaje okoliczność, że nazwisko może być znakiem towarowym służącym do odróżniania towarów lub usług określonego przedsiębiorstwa od towarów lub usług tego samego rodzaju innych przedsiębiorstw”

Czy to oznacza zatem, że w przypadku zarejestrowania znaku towarowego w postaci nazwiska „Kowalski” nikt kto posiada to skądinąd bardzo popularne nazwisko nie może już używać go w obrocie? No oczywiście, że nie! Takie rozwiązanie już na pierwszy rzut oka wydaje się być niedorzeczne. Pamiętaj, że:

Prawo ochronne na znak towarowy daje uprawnionemu wyłączne prawo do korzystania ze swojego znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym terenie, na jakim została mu przyznana ochrona. Prawo z rejestracji znaku towarowego nie jest jednak prawem nieograniczonym.

Tym samym więc nie ma możliwości zakazania osobie trzeciej posługiwania się jej nazwiskiem, jeśli jest ono takie samo jak zastrzeżony znak towarowy. Jednakże jeśli nazwisko identyczne z zastrzeżonym znakiem towarowym będzie używane w handlu lub w przemyśle to warunek jest podstawowy:

nazwisko identyczne z zastrzeżonym znakiem towarowym musi być wówczas używane zgodnie z uczciwymi praktykami rynkowymi.

Czym są te uczciwe praktyki rynkowe? Jeśli zamierzasz rozpocząć działalność gospodarczą pod takim samym nazwiskiem jak funkcjonujący już na rynku zastrzeżony znak towarowy musisz niejako podporządkować się i tak ułożyć swój biznes, aby nie wchodzić w paradę właścicielowi zastrzeżonego znaku towarowego w postaci nazwiska. A już z pewnością nie możesz lśnić w jego blasku i korzystać z dotychczasowej renomy wypracowanej przez zastrzeżony znak towarowy.

A teraz wracając do sprawy mojego Klienta? Mógł posłużyć się imieniem i nazwiskiem muzyka? Dla mnie bez żadnych wątpliwości MÓGŁ! Nazwisko to wykorzystał bowiem dla wskazania autorstwa kompozycji, które miały być grane na zorganizowanym przez niego koncercie. Co więcej, nie wykorzystał tego nazwiska do podszycia się pod muzyka, czy też wprowadzenia w błąd, że muzyk osobiście będzie grał na koncercie. Używając imienia i nazwiska kompozytora wręcz dokonał promocji jego twórczości, za którą zresztą musiał zapłacić nabywając licencje do utworów.

Na marginesie wskażę tylko, że skrupulatnie przeprowadzony przeze mnie reaserch dostępnych baz danych pozwalających na zweryfikowanie zarejestrowanych znaków towarowych nigdzie nie wskazał na imię i nazwisko opisanego muzyka jako zastrzeżony znak towarowy 🙂 Sprawa zatem wydaje się jasna, a zachowanie konkurencji delikatnie mówiąc nie fair! No ale jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze….

Nazwisko jako dobro osobiste człowieka

Karolina Bonarska-Lenarczyk10 lipca 20172 komentarze

Remigiusz Mróz, chyba najpopularniejszy obecnie autor polskich kryminałów (przynajmniej tych prawniczych :-)) wygłosił ustami swojej bohaterki – ambitnej i nieustępliwej Joanny Chyłki – „świętą zasadę prawniczego żywota”.

Mecenas Chyłka streściła ją swojemu aplikantowi w takich oto słowach:

Nigdy nie identyfikuj się z klientem (…) nie pozwól, by zaistniała między wami nić sympatii. Chyba że wyłącznie z jego strony. Z twojej nigdy.”

Powiem szczerze, że jakkolwiek zaczytuję się Mrozem, to jednak ta „święta zasada prawniczego żywota” przeważnie nie znajduje u mnie zastosowania.

Ja zwyczajnie lubię lubić się z moimi Klientami. Lubię jak jest między nami nić sympatii. Lubię też, jak Klient się do mnie uśmiecha 🙂 Cóż jest złego w tym, że i tak trudną pracę można sobie uczynić miłą?

Tak oto ostatnio polubiłam się z Klientem – Panem T. Historia  jego poznania kiedyś powinna znaleźć swoje miejsce na blogu jako dowód na to, że nic nie dzieje się przypadkowo 🙂

Pan T. trafił do mnie z problemem kierowania do niego zarzutów m. in. nielegalnego używania imienia i nazwiska znanej zagranicznej gwiazdy. Nazwiska użył za całkowitym przyzwoleniem agencji PR reprezentującej gwiazdę i stworzył projekt skądinąd propagujący dokonania wspomnianej znanej osobistości.

Oprócz licznych innych wątków tej sprawy, na które teraz nie czas i miejsce, w sprawie pojawiło się pytanie:

Czy każde posłużenie się cudzym nazwiskiem będzie stanowiło naruszenie praw osobistych właściciela nazwiska?

Bez wątpienia nazwisko jest dobrem osobistym człowieka. Wynika to wprost z art. 23 kodeksu cywilnego, jak również bogatego orzecznictwa sądowego. Dodatkowo dla gwiazd i celebrytów nazwisko stanowi również istotny element ich wizerunku. Często  traktują oni swoje nazwiska jak markę.

Nie bez kozery wiele znanych osób w celach zawodowych i budowania swojej kariery zmienia nazwiska lub występuje pod pseudonimem, który brzmi lepiej i bardziej pasuje w show-biznesie. Wystarczy wspomnieć Marylę Rodowicz, Violettę Villas, Oliwiera Janiaka czy Borysa Szyca.

Gdy zapytam, czy wiesz jaką piosenkę śpiewał Reginald Dwight albo jaki film nakręcił Allen Konigsberg, to możesz mieć trudności ze znalezieniem odpowiedzi. Ale zapewne doskonale wiesz, że „Sacrifice” należy do Eltona Johna, a „Vicky, Cristina, Barcelona” to dzieło Woody Allena.

Nazwisko, bez względu na to czy należy od zwykłego Jana Kowalskiego czy też gwiazdy rozpoznawanej na całym świecie, jako dobro osobiste pozostaje pod ochroną prawa cywilnego. Ochrona ta przysługuje niezależnie od ochrony gwarantowanej innymi przepisami prawa (np. karnymi).

Prawa, które służą do ochrony nazwiska jako dobra osobistego, są niezbywalne na rzecz innych podmiotów. To prawa bezpośrednio związane z osobą, której przysługują dobra osobiste. Ewentualnie w drodze wyjątku można rozważyć możliwość rozporządzania dobrami osobistymi na gruncie prawa autorskiego (w postaci udzielenia odpowiedniej licencji), jednakże nie eliminuje to ich osobistego charakteru.

W szerokim rozumieniu, za naruszenie dobra osobistego jakim jest nazwisko można uznać wykorzystanie nazwiska innej osoby bez jej zgody.

Zwracam jednakże w tym miejscu Twoją uwagę na wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 15 marca 1996 r., sygn. akt I Acr 33/09, zgodnie z którym:

Podstawowe dane osobowe człowieka (nazwisko i imię) są jego dobrem osobistym, ale jednocześnie są dobrem powszechnym w tym znaczeniu, iż istnieje publiczna zgoda na posługiwanie się nimi w życiu społecznym (towarzyskim, urzędowym, handlowym itd.). Dopóki więc dane osobowe człowieka są używane zgodnie z regułami społecznymi, nie można mówić ani o bezprawności działań innych osób, ani o zagrożeniu dóbr osobistych tymi działaniami”.

Dodatkowo, jak wskazał w wyroku z dnia 30 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie, sygn. akt I ACa 1360/15:

„Nazwisko stanowi dobro osobiste człowieka (art. 23 k.c.), jednak posługiwanie się nim przez inną osobę dobra tego nie narusza, jeżeli nazwisko to ma pełnić jedynie funkcję identyfikacyjną. Zatem nigdy nie stanowi takiego naruszenia użycie nazwiska dla identyfikacji danej osoby (…)”

Samo wymienienie zatem czyjegoś nazwiska nie powoduje automatycznie naruszenia prawa. O tym, czy rzeczywiście doszło do naruszenia będą decydowały zwyczaje ugruntowane w danym środowisku, powszechnie przyjęte normy i zasady postępowania, reguły społeczne itp.

Innymi słowy, nie jest niedozwolone używanie czyjegoś nazwiska w sposób, jaki jest normalnie przyjęty w danym społeczeństwie, tj. dla celów identyfikacji danej osoby.

W mojej ocenie tym bardziej takiego naruszenia nie będzie stanowiło wykorzystanie nazwiska znanej gwiazdy na plakacie identyfikującym tę gwiazdę jako autora konkretnego dorobku artystycznego.

Żywię głębokie przekonanie, że uda mi się osiągnąć satysfakcjonujące zakończenie sprawy Pana T. 🙂

 

 

Anna Gulak – „cudze chwalicie, swego nie znacie”

Karolina Bonarska-Lenarczyk08 czerwca 20174 komentarze

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Te słowa z wiersza Stanisława Jachowicza jako pierwsze przyszły mi do głowy po mojej dzisiejszej krótkiej, aczkolwiek bardzo dynamicznej i treściwej rozmowie telefonicznej z moją koleżanką z liceum.

Lata 90-te, liceum Batorego w Warszawie, przez ulicę Łazienki. Tu wagary na łacinie, niezapomniane lekcje W-F czy angielski na świeżym powietrzu. Klasa humanistyczna z językiem włoskim…Cudny czas 🙂

W klasie ONA – szczupluteńka dziewczyna z długimi, ciemnymi włosami i przeogromnymi brązowymi oczami – Ania.

Zresztą takich pięknych dziewcząt było u nas mnóstwo. Przystojnych chłopców też, chociaż jak to w „humanie” – byli w mniejszości 🙂 Ale to jakby mniej istotne. Istotniejsze jest to, że wszyscy  – pomimo tych wagarów w Łazienkach 😉 – wyszliśmy na ludzi :-). I to na jakich!

Nasz rocznik to m.in. wybitna Pani architekt, nominowana do Paszportu Polityki reżyserka, aktor, dziennikarka, reporterka, aktorka, psycholog, a nawet mistrzyni francuskich makaroników! To oczywiście także rocznik wybitnych prawników – tu się trochę podzieliliśmy: są i notariusze, i adwokaci i radcowie prawni. Sędziów tylko brak, ale w dobie obecnych zmian w sądownictwie może to i lepiej 😉

Ania. Wiesz kim po Batorym została Anna Gulak?  Jak nie wiesz, to przeczytaj ten wpis, bo pora się dowiedzieć!

Cudze chwalicie,
Swego nie znacie,
Sami nie wiecie,
Co posiadacie.”

Anna Gulak to nie tylko absolwenta II LO im. Stefana Batorego w Warszawie. To przede wszystkim WYBITNA artystka, malarka abstrakcyjna, rzeźbiarka, portrecistka znanych osobistości. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i stypendystka renomowanej Accademia di belle arti di Brera w Mediolanie. 

Jest jedną z nielicznych światowych twórców, którzy zostali laureatami Nagrody Papieskich Akademii („Premio delle Pontificie Accademie”), do której nominowała ją Papieska Akademia Sztuk Pięknych i Literatury Wirtuozów przy Panteonie.

Ania otrzymała nagrodę z woli Jego Świętobliwości Ojca Świętego Benedykta XVI za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki oraz szerzenie piękna i wartości humanistycznych.

Jest także autorką dwóch medali papieskich, które zaprojektowała i wykonała na zamówienie Stolicy Apostolskiej, a które zostały wykonane dla upamiętnienia 100. jubileuszowej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II w roku 25-lecia Jego pontyfikatu i pielgrzymki Ojca Świętego Benedykta XVI do Hiszpanii.

Jej prace można znaleźć w kolekcjach muzealnych i prywatnych na całym świecie – m.in. w Watykanie, we Włoszech, w Niemczech, w Polsce, we Francji, w USA, Kanadzie, Arabii Saudyjskiej, Indiach.

I właśnie teraz Anna Gulak wystawiła w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej wystawę z okazji rocznicy wizyty Jana Pawła II w Sejmie RP, która odbyła się w czerwcu 1999 r.

Wystawa „Twarze Jana Pawła II” to pierwsza w historii Watykanu wystawa, która w tak szerokim spektrum prezentuje sztukę polską. Obejmuje bowiem rzeźby Ojca Świętego, które można na co dzień podziwiać w Auli Pawła VI w Watykanie, serie portretów Jana Pawła II połączonych z cytatami z Jego nauczania, a także medal wybity przez Stolicę Apostolską.

Wystawa po raz pierwszy została zainaugurowana w 2011 r. w Watykanie. Później, w różnych jej formach, była kilkakrotnie wystawiana na terenie Watykanu i Włoch, m.in. z okazji kanonizacji  Jana Pawła II.

Dzisiaj Ania strasznie ubolewała nad tym, że liczba osób, które mogły zobaczyć wystawę była ograniczona. Jest to zrozumiałe ze względu na miejsce ekspozycji. Niemniej jednak już na jesieni planowana jest kolejna odsłona wystawy – tym razem w miejscu ogólnie dostępnym. Nie możesz tego przegapić!

Mieć taką Polkę, taką ambasadorkę polskości, tak docenianą za granicą i nie huczeć o niej w kraju to chyba grzech! Dlatego zachęcam do zapoznania się ze sztuką Anny Gulak, a przede wszystkim do zarezerwowania na jesieni czasu do obejrzenia wystawy.

I tak sobie myślę, że nie byłabym sobą gdybym nie dodała wątku merytorycznego w tym wpisie 🙂 Zachęcam do fotografowania i publikowania zdjęć dzieł Anny Gulak. O niej musi być głośno! Pamiętaj tylko, żeby je podpisać imieniem i nazwiskiem autorki. Udostępnienie takich zdjęć bez podania imienia i nazwiska autorki będzie naruszeniem jej osobistych praw autorskich i jest niezgodne z prawem.

                                        

Jestem dumna, a Ani kibicuję z całego serca! Dobrze wiem, że przed nią jeszcze nie jedna taka wystawa 🙂

Dzisiaj przyszło mi wyjaśniać Klientowi, czy przeniesienie autorskich praw majątkowych, którego dokonał poprzez wymianę mailową z nabywcą tych praw jest skuteczne.

Ponieważ kwestia formy w jakiej dochodzi do przeniesienia autorskich praw majątkowych okazała się nie być wcale tak oczywista, postanowiłam podzielić się z Tobą istotnymi informacjami w tym zakresie.

Zgodnie z art. 53 ustawy o ochronie praw autorskich

„Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności”

Co to właściwie oznacza?

Co do zasady istnieje możliwość zawierania umów cywilnoprawnych za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Wydaje się to oczywiste i bardzo pożądane. Internet jest przecież obecnie naszym podstawowym narzędziem pozyskiwania informacji, jak również komunikowania się.

Jednakże nie każda  umowa zawarta przy użyciu Internetu, będzie umową wiążącą i skuteczną.

Pamiętaj, że umowa zostaje zawarta z chwilą złożenia zgodnego oświadczenia woli stron. Odchodząc na chwilę od sztywnej prawniczej retoryki, wypada powiedzieć wprost, że jest to po prostu „dogadanie” się stron co do zawarcia umowy i jej postanowień.

Zgodnie z art. 60 k.c.

z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).”

Skoro zatem oświadczenie woli złożone może być w dowolnej formie, nie budzi wątpliwości, że umowa może zostać zawarta również przez wymianę wiadomości e-mail. Zwracam jednak Twoją uwagę, że  złożenie oświadczenia woli przez e-mail będzie najczęściej traktowane jako wyrażenie woli w sposób dorozumiany a nie wprost.

Złożenia oświadczenia woli mailowo nie należy jednakże mylić ze złożeniem tego oświadczenia w formie elektronicznej.

Do zachowania formy elektronicznej potrzebne jest bowiem złożenie oświadczenia woli w postaci elektronicznej i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Dopiero taka forma elektroniczna jest równoznaczna ze złożeniem oświadczenia woli w formie pisemnej (art. 78 1KC).

Przenosząc powyższe na grunt umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych musisz pamiętać, że skoro ustawa o Prawie autorskim i prawach pokrewnych  zawiera  wymóg zawarcia takiej umowy na piśmie pod rygorem nieważności, to znaczy że umowa ta nie może być zawarta w sposób dorozumiany.

W związku z tym zawarcie takiej umowy za pośrednictwem maila nie będzie skuteczne.

Umowa zawarta bez zachowania formy pisemnej zastrzeżonej pod rygorem nieważności jest po prostu nieważna, a więc nie dochodzi do skutku, a strony nie są nią związane (art. 73 k.c.).

Do zachowania formy pisemnej niezbędnym jest złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Do zawarcia umowy wystarcza wymiana dokumentów obejmujących treść oświadczeń woli, z których każdy jest podpisany przez jedną ze stron, lub dokumentów, z których każdy obejmuje treść oświadczenia woli jednej ze stron i jest przez nią podpisany.

Zawarcie umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych w formie elektronicznej będzie skuteczne dopiero wówczas, gdy wola obydwu stron tej umowy zostanie wyrażona w formie elektronicznej (mailowo) i dodatkowo opatrzona kwalifikowanym podpisem elektronicznym, albowiem będzie to forma równoznaczna z formą pisemną. Kwalifikowany podpis elektroniczny jest traktowany jak podpis własnoręczny. Możliwość takiego zawarcia umowy wymagałaby zatem od obu stron umowy posiadania kwalifikowanego certyfikatu podpisu elektronicznego.

Reasumując:

  1. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych musi być zawarta na piśmie, bowiem w przeciwnym razie będzie umową nieważna.
  2. Z formą pisemną będzie równoznaczne zwarcie umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych w formie elektronicznej przy wykorzystaniu kwalifikowanego podpisu elektronicznego.
  3. Do ważności umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych zdecydowanie nie wystarczy wymiana maili między stronami, jak również przesłanie skanu czy fotokopii umowy. Wynika to z faktu, że dla zawarcia umowy przeniesienia autorskich praw majątkowych nie została zastrzeżona zwykła forma pisemna, lecz forma pisemna pod rygorem nieważności. Niezachowanie tej formy pociąga za sobą nieważność umowy.
  4. Można zatem uzgodnić warunki przeniesienia autorskich praw majątkowych, przesłać między stronami skany podpisanych umów, jednakże dla ważności i skuteczności tak dokonanej czynności prawnej powinno dojść do wymiany oryginałów umów podpisanych przez każdą ze stron umowy lub zawarcie tej umowy w formie elektronicznej opatrzonej posiadanym przez każdą ze stron kwalifikowanym podpisem elektronicznym.

Jakiż ogromy uśmiech zagościł na twarzy mojego Klienta, kiedy dowiedział się, że jednak nie pozbył się autorskich praw majątkowych do swoich grafik i może je skutecznie przenieść na inny podmiot, na dużo korzystniejszych warunkach finansowych.

Zadowolony Klient to miód na moje serce 😉