Dzisiaj przyszło mi wyjaśniać Klientowi, czy przeniesienie autorskich praw majątkowych, którego dokonał poprzez wymianę mailową z nabywcą tych praw jest skuteczne.

Ponieważ kwestia formy w jakiej dochodzi do przeniesienia autorskich praw majątkowych okazała się nie być wcale tak oczywista, postanowiłam podzielić się z Tobą istotnymi informacjami w tym zakresie.

Zgodnie z art. 53 ustawy o ochronie praw autorskich

„Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności”

Co to właściwie oznacza?

Co do zasady istnieje możliwość zawierania umów cywilnoprawnych za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Wydaje się to oczywiste i bardzo pożądane. Internet jest przecież obecnie naszym podstawowym narzędziem pozyskiwania informacji, jak również komunikowania się.

Jednakże nie każda  umowa zawarta przy użyciu Internetu, będzie umową wiążącą i skuteczną.

Pamiętaj, że umowa zostaje zawarta z chwilą złożenia zgodnego oświadczenia woli stron. Odchodząc na chwilę od sztywnej prawniczej retoryki, wypada powiedzieć wprost, że jest to po prostu „dogadanie” się stron co do zawarcia umowy i jej postanowień.

Zgodnie z art. 60 k.c.

z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).”

Skoro zatem oświadczenie woli złożone może być w dowolnej formie, nie budzi wątpliwości, że umowa może zostać zawarta również przez wymianę wiadomości e-mail. Zwracam jednak Twoją uwagę, że  złożenie oświadczenia woli przez e-mail będzie najczęściej traktowane jako wyrażenie woli w sposób dorozumiany a nie wprost.

Złożenia oświadczenia woli mailowo nie należy jednakże mylić ze złożeniem tego oświadczenia w formie elektronicznej.

Do zachowania formy elektronicznej potrzebne jest bowiem złożenie oświadczenia woli w postaci elektronicznej i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Dopiero taka forma elektroniczna jest równoznaczna ze złożeniem oświadczenia woli w formie pisemnej (art. 78 1KC).

Przenosząc powyższe na grunt umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych musisz pamiętać, że skoro ustawa o Prawie autorskim i prawach pokrewnych  zawiera  wymóg zawarcia takiej umowy na piśmie pod rygorem nieważności, to znaczy że umowa ta nie może być zawarta w sposób dorozumiany.

W związku z tym zawarcie takiej umowy za pośrednictwem maila nie będzie skuteczne.

Umowa zawarta bez zachowania formy pisemnej zastrzeżonej pod rygorem nieważności jest po prostu nieważna, a więc nie dochodzi do skutku, a strony nie są nią związane (art. 73 k.c.).

Do zachowania formy pisemnej niezbędnym jest złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Do zawarcia umowy wystarcza wymiana dokumentów obejmujących treść oświadczeń woli, z których każdy jest podpisany przez jedną ze stron, lub dokumentów, z których każdy obejmuje treść oświadczenia woli jednej ze stron i jest przez nią podpisany.

Zawarcie umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych w formie elektronicznej będzie skuteczne dopiero wówczas, gdy wola obydwu stron tej umowy zostanie wyrażona w formie elektronicznej (mailowo) i dodatkowo opatrzona kwalifikowanym podpisem elektronicznym, albowiem będzie to forma równoznaczna z formą pisemną. Kwalifikowany podpis elektroniczny jest traktowany jak podpis własnoręczny. Możliwość takiego zawarcia umowy wymagałaby zatem od obu stron umowy posiadania kwalifikowanego certyfikatu podpisu elektronicznego.

Reasumując:

  1. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych musi być zawarta na piśmie, bowiem w przeciwnym razie będzie umową nieważna.
  2. Z formą pisemną będzie równoznaczne zwarcie umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych w formie elektronicznej przy wykorzystaniu kwalifikowanego podpisu elektronicznego.
  3. Do ważności umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych zdecydowanie nie wystarczy wymiana maili między stronami, jak również przesłanie skanu czy fotokopii umowy. Wynika to z faktu, że dla zawarcia umowy przeniesienia autorskich praw majątkowych nie została zastrzeżona zwykła forma pisemna, lecz forma pisemna pod rygorem nieważności. Niezachowanie tej formy pociąga za sobą nieważność umowy.
  4. Można zatem uzgodnić warunki przeniesienia autorskich praw majątkowych, przesłać między stronami skany podpisanych umów, jednakże dla ważności i skuteczności tak dokonanej czynności prawnej powinno dojść do wymiany oryginałów umów podpisanych przez każdą ze stron umowy lub zawarcie tej umowy w formie elektronicznej opatrzonej posiadanym przez każdą ze stron kwalifikowanym podpisem elektronicznym.

Jakiż ogromy uśmiech zagościł na twarzy mojego Klienta, kiedy dowiedział się, że jednak nie pozbył się autorskich praw majątkowych do swoich grafik i może je skutecznie przenieść na inny podmiot, na dużo korzystniejszych warunkach finansowych.

Zadowolony Klient to miód na moje serce 😉

Witaj, witaj – wracam po chwilowej przerwie spowodowanej natłokiem obowiązków zawodowych. Już nadrabiam zaległości i śpieszę dziś donieść o szykowanych zmianach prawnych dotyczących prawa autorskiego.

Czy wiesz, że z wniosku Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego właśnie trwa proces legislacyjny nowej ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi?

Myślę, że śledzenie procedowanych aktów prawnych nie jest raczej Twoim głównym zajęciem 🙂 Ja natomiast, ze względu na wiele lat pracy przy tworzeniu aktów prawnych z zakresu lotnica cywilnego, mam takie już trochę spaczenie zawodowe i na bieżąco śledzę prace Rządowego Centrum Legislacji 😉 Dlatego dziś chętnie podzielę się z Tobą tym, co przeczytałam w projekcie.

Celem nowej ustawy ma być wdrożenie do polskiego prawa dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/26/UE z dnia 26 lutego 2014 r. w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi oraz udzielania licencji wieloterytorialnych dotyczących praw do utworów muzycznych do korzystania online na rynku wewnętrznym. Z treścią dyrektywy możesz zapoznać się tutaj.

Z treści samej dyrektywy wynika, że jej celem jest wyeliminowanie różnic w krajowych przepisach regulujących funkcjonowanie organizacji zbiorowego zarządzania, w szczególności w odniesieniu do  przejrzystości ich działania oraz odpowiedzialności wobec swoich członków i podmiotów uprawnionych. W finalnym założeniu ma to prowadzić do zwiększenia efektywności zarządzania zainkasowanymi środkami.

Dyrektywa określa zasady funkcjonowania organizacji zbiorowego zarządzania w sposób bardziej szczegółowy niż obecnie obowiązująca ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dlatego też uregulowanie w sposób kompleksowy tematyki zbiorowego zarządzania w Polsce, jak również obowiązek implementacji dyrektywy zostały wskazane jako dwie zasadnicze przyczyny wprowadzenia nowej ustawy.

Dyrektywa, a w ślad za nią projektowana ustawa, określa w szczególności zasady na jakich powinny działać organizacje zbiorowego zarządzania. Obecnie w Polsce jest 12 takich organizacji, w wśród nich m. in.  ZAiKS, ZASP, ZPAF. Ustawa określa zatem, w ślad za dyrektywą,  m. in.:

  • źródła uprawnień tych organizacji do zarządzania prawami uprawnionych,  tym w drodze umownego powierzenia praw, obowiązkowego pośrednictwa organizacji oraz tzw. rozszerzonych licencji,
  •  zasady dotyczące umownego powierzania praw organizacji zbiorowego zarządzania,
  • zasady dotyczące członkostwa w organizacji zbiorowego zarządzania oraz praw przysługujących uprawnionym, niebędącym członkami organizacji,
  •  kompetencje oraz zasady funkcjonowania władz organizacji zbiorowego zarządzania,
  • zasady dotyczące inkasowania i wypłaty wynagrodzeń oraz dokonywania potrąceń przez organizacje,
  • relacje z innymi organizacjami zbiorowego zarządzania, w tym zagranicznymi,
  • zasady udzielania licencji użytkownikom,
  • obowiązki użytkowników dotyczące informowania o wykorzystaniu utworów i przedmiotów praw pokrewnych,
  • obowiązki informacyjne i sprawozdawcze organizacji zbiorowego zarządzania,
  • zasady rozstrzygania sporów z udziałem organizacji zbiorowego zarządzania,
  • zasady dotyczące udzielania organizacjom zezwoleń na zbiorowe zarządzanie oraz nadzoru ministra właściwego do spraw kultury i dziedzictwa narodowego nad tymi organizacjami,
  • wymogi dotyczące zarządzania prawami przez podmioty niebędące organizacjami zbiorowego zarządzania, ale wykonujące czynności o takim samym charakterze

Nowością, na którą należy zwrócić uwagę to wprowadzenie tzw. licencji wieloterytorialnych na korzystanie z utworów muzycznych w internecie. Dotychczas np. ZAiKS udzielał licencji tylko na terytorium Polski, natomiast po wejściu w życie procedowanej obecnie ustawy będzie to mogło dotyczyć także innych krajów unijnych.

Jak wskazuje wnioskodawca projektu:

„udzielanie przez organizacje zbiorowego zarządzania licencji wieloterytorialnych – w ocenie Komisji Europejskiej – ułatwi świadczenie drogą cyfrową usług wykorzystujących muzykę i przyczyni się do ich większej dostępności.”.

W mojej ocenie, choć taki rodzaj licencji jest zdecydowanie trafionym pomysłem jeśli chodzi o naszą cyfrową rzeczywistość, to ma jednak również swoje drugie oblicze.

Uważam, że terytorialna otwartość może bowiem stanowić ryzyko dla niedużych terytorialnych sprzedawców rodzimego repertuaru. Mogą być oni wyeliminowani z rynku przez wielkie międzynarodowe koncerny, dysponujące ogromnym budżetem marketingowym i promujących światowy repertuar.

Dlatego też kluczowe znaczenie ma zawarty w dyrektywie postulat ochrony małego i mniej znanego repertuaru. Katalog organizacji udzielającej licencji powinien być zarządzany na takich samych warunkach jak jej własny, co ma teoretycznie zapobiec dyskryminacji repertuaru innych organizacji, w tym repertuaru mniej znanego. Ochronie ma służyć również zasada przedstawiania przez licencjonującą organizację ofert z repertuarem innych organizacji potencjalnym użytkownikom.

Niemniej jednak raczej oczywistym wydaje się, że nawet jeśli polska piosenka znajdzie się w zagranicznym sklepie muzycznym online, nie oznacza to automatycznie jej promowana w tym sklepie. Co za tym idzie – cena piosenki polskiej ustalona na poziomie ceny światowego przeboju może w praktyce pokazać się pozornym wyrównaniem szans  na jej sprzedaż online.

Projekt ustawy znajduje się obecnie w konsultacjach publicznych, z zatem zachęcam do zgłaszania Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego wszelkich uwag, które mogą przyczynić się do uchwalenia ustawy skrojonej na miarę polskiego rynku autorskiego 🙂

 

Ochrona prawna telewizyjnej transmisji sportowej

Karolina Bonarska-Lenarczyk28 kwietnia 2017Komentarze (0)

Czy telewizyjna transmisja sportowa podlega skutecznej ochronie prawnej?  – zastanawiasz się.

Tak, może podlegać. – odpowiem.

Na jakich warunkach i czy każda? – zapytasz dalej.

No właśnie….Do podzielenia się z Tobą moją wiedzą w tym zakresie skłoniło mnie dzisiaj niezwykle inspirujące spotkanie. 🙂

W samo południe miałam przyjemność zjeść smaczną zupę z soczewicy w towarzystwie Pani Joanny – przesympatycznej, ciepłej i pełnej pomysłów młodej kobiety. Były rozmowy oczywiście o prawie, o dzieciach naturalnie też :-), ale i o sporcie, z którym Pani Joanna związana jest w pewien sposób zawodowo.

I tu okazało się, że podobnie postrzegamy sportowców. To ludzie z niezwykle silną samodyscypliną, zadaniowi, ambitni i wytrwali. Już sama rozmowa o niektórych sportowcach powoduje, że człowiek jest od razu zmotywowany do działania!!!

W każdym razie jest się od nich czego nauczyć, a praca z nimi musi być nie tylko wyzwaniem, ale i niezłą przygodą. W końcu wielu z nich to nasze dobra narodowe 🙂

Nie bez przyczyny mój syn to Adam. Wiadomo – Adam jest tylko jeden!

I tak oto rozmawiając o sporcie i prawie wpadłam na pomysł napisania dzisiejszego posta 🙂

Jak pisałam we wpisie UTWÓR – a co to takiego?, zgodnie z art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, utworem jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.

Dominuje pogląd, że transmisja telewizyjna wydarzenia sportowego, jako zwykła rejestracja audiowizualna tego, co działo się na sportowej arenie nie jest utworem w rozumieniu wskazanej ustawy. Trudno bowiem doszukać się w takiej transmisji znamion indywidualności i twórczości.

Jak wskazał w wyroku z dnia 20 lutego 2015 r. sygn akt III SA/Wa 1078/14 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie:

transmisja wydarzenia sportowego stanowi odzwierciedlenie jego przebiegu, przekazanie obrazu i dźwięku przy użyciu takich środków technicznych, aby widz mógł je na bieżąco obserwować. W przypadku transmisji/retransmisji wydarzenia sportowego nie można mówić o wartościach twórczych, indywidualnych wnoszonych przez organizatora, czy podmiot transmitujący, wydarzenie sportowe. Przebieg zawodów nie jest kształtowany przez zamysł podmiotu transmitującego, lecz oddaje on obraz tego, co się podczas wydarzenia sportowego dzieje. Nie budzi wątpliwości, że wydarzenie sportowe (np. mecz piłkarski) i udział w nim sportowców nie stanowi utworu będącego przedmiotem prawa autorskiego.

Osobiście uważam jednak, że kwestia ta wcale nie jest tak jednoznaczna i oczywista. Weźmy chociażby za przykład spektakularne ceremonie otwarcia zawodów sportowych czy też rolę, jaką spełniają niektóre widowiska sportowe.

W mojej ocenie jednak niektóre transmisje sportowe będą wypełniały definicję utworu wskazaną w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a co za tym idzie będą podlegały ochronie prawnoautorskiej.

Moim zdaniem, w dobie bardzo wysokiego rozwoju technologii, który przejawia się m. in. w niemalże nieograniczonych możliwościach technicznych sprzętu do nagrywania, możliwości łączenia obrazu z kilku kamer, kadrowania, stosowania zbliżeń obrazów, wyświetlania tabel i wyników, powtórki ujęć, jednoczesnej transmisji on-line itd. istnieje niewątpliwa sposobność do całkowicie świadomego i dobrowolnego wybierania oraz „składania” poszczególnych elementów transmisji sportowej.

W tym kontekście można mówić o swobodzie działalności twórczej, a co a tym idzie – o działalności odróżniającej się od innych rezultatów takiego samego działania.

W takiej sytuacji, moim zdaniem mamy do czynienia z utworem.

Tym bardziej, że jak wynika z art. 1 ust. 2 ww. ustawy  przedmiotem prawa autorskiego są m. in. utwory audiowizualne.

Ochronie prawnoautorskiej polegają również tzw. autorskie prawa pokrewne. Pojęciem tym objęte są m. in. prawo do artystycznego wykonania i fonogramu, prawo do wideogramu i do nadania programu.

Zgodnie z art. 97 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Bez uszczerbku dla praw twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów, organizacji radiowej lub telewizyjnej przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania ze swoich nadań programów w zakresie:

  • utrwalania
  • zwielokrotniania określoną techniką
  • nadawania przez inną organizację radiową lub telewizyjną;
  • reemitowania;
  • wprowadzania do obrotu ich utrwaleń;
  • odtwarzania w miejscach dostępnych za opłatą wstępu;
  • udostępniania ich utrwaleń w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Powyższe pozwala na wniosek, że telewizyjna transmisja sportowa będzie podlegać skutecznej ochronie jako utwór, jeśli wykaże cechy twórcze o specyficznym charakterze oraz  jako prawo do wideogramu pod warunkiem, że zostanie utrwalona na określonym nośniku oraz jako nadanie programu.

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Karolina Bonarska-Lenarczyk22 kwietnia 20172 komentarze

Czy wiesz, że 23 kwietnia to Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich? To święto przede wszystkim TWÓRCÓW pracujących piórem 🙂

Ale świętują również wydawcy, edytorzy czy czytelnicy, a Światowy Dzień Książki obchodzony od 22 lat co roku zyskuje coraz większą popularność.

Z okazji tego święta, tak ważnego przecież dla TWÓRCÓW utworów pisanych, mam dla Ciebie jego krótką historię.

 

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich ma na celu promocję czytelnictwa, edytorstwa ale również ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. 

Jego organizatorem jest UNESCO, którego podstawowym celem jak wiadomo jest wspieranie międzynarodowej współpracy m. in. w dziedzinie kultury, sztuki i nauki. Po praz pierwszy UNESCO zorganizowało Światowy Dzień Książki w 1995 r.

Czy wiesz dlaczego akurat 23 kwietnia został wybrany na Światowy Dzień Książki?

To symboliczna data dla światowej literatury.  23 kwietnia 1616 r. zmarł Miguel de Cervantes i William Szekspir. 23 kwietnia urodził się natomiast m. in. wybitny francuski pisarz Maurice Druon czy też autor „Lolity”Vladimir Nabokov.

Sam pomysł zorganizowania tego święta zrodził się dużo wcześniej zanim zostało ono faktycznie zorganizowane – bowiem już 1926 r. Jego autorem był Vicente Clavel Andres – wydawca pochodzący z mojej ukochanej Walencji. Dasz wiarę, że od 1930 r. Dzień Książki jest świętem oficjalnym w Hiszpanii?

Początkowo Dzień Książki planowano powiązać z 7 października jako datą urodzin Cervantesa. Ponieważ jednak były duże wątpliwości co do poprawności tej daty jako faktycznej daty narodzin autora Don Kichote, ostatecznie Dniem Książki okrzyknięto 23 kwietnia 🙂

Katalonia bardzo hucznie świętuje 23 kwietnia. Dzień ten jest obchodzony jako święto narodowe Katalonii ku czci jej patrona św. Jerzego. Legenda głosi, że św. Jerzy pokonał smoka 🙂 Czerwone róże, którymi zgodnie z wieloletnią tradycją mężczyźni obdarowywali kobiety, miały symbolizować krew właśnie tego smoka! Kobiety w zamian za kwiaty obdarowywały mężczyzn książkami.

Ze względu na sukces Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, UNESCO podjęło decyzję o stworzeniu tytułu Światowej Stolicy Książki. Tytuł ten od 2001 r. przyznawany jest co roku dla tego miasta, które najlepiej przygotuje program promujący czytelnictwo.

Miastem, które jako pierwsze otrzymało tytuł Światowej Stolicy Książki, był Madryt.

Czy wiesz, które polskie miasto zyskało tytuł Światowej Stolicy Książki? Czekam na odpowiedzi i zachęcam do czytania!!!

Ja obecnie, oprócz komentarzy do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, czytam tym co jeszcze sami nie potrafią, ale lubią słuchać – Nelę i skarby Karaibów 🙂 Polecam!

No to jak z tą Światową Stolicą Książki? Podpowiem: Poznań, Wrocław czy Warszawa?

Zdjęcia na licencji CC0 Public Domain www.pixaby.com

Bardzo lubię moją pracę. Lubię nawet związany z nią pozytywny i motywujący stres. On zagrzewa do działania i zachęca do stawiania sobie ciągle nowych wyzwań 🙂

Gorzej jednak jak ten stres powoduje, że ciśnienie wzrasta, a w gardle pojawia się przysłowiowa gula…Taki stres zafundowali mi wczoraj z okazji Lanego Poniedziałku oszuści – wyłudzacze pieniędzy podszywający się pod Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej.

Jedna z Klientek przysłała mi wczoraj pismo, jakie otrzymała z „urzędu patentowego” w związku z dokonanym przeze mnie zgłoszeniem znaku towarowego dotyczącego jej firmy.

Dokonując zgłoszenia wspólnie ustaliłyśmy, że we wniosku wskazanych będzie 5 klas towarowych, dla których będziemy ubiegać się o uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy.

Wszystkie szacowane przeze mnie koszty związane z zastrzeżeniem znaku towarowego, w tym wysokość opłaty za pierwszy 10- cio letni okres ochronny na znak towarowy,  ustaliłam w oparciu o te 5 klas ustalonych wg. tzw. klasyfikacji nicejskiej.

Tymczasem pismo przekazane mi przez Klientkę wyraźnie wskazywało na to, że opłata należy się za 12 klas: 5 klas według klasyfikacji nicejskiej i 7 wg. klasyfikacji wiedeńskiej dotyczącej nie tyle towarów ile elementów graficznych znaku towarowego. Pytanie Klientki było jednoznaczne:

Czy to oznacza, że mam płacić za 12 klas?

Przyznam, że dosyć mnie to zdziwiło. Pierwszy raz bowiem spotkałam się z pobieraniem opłaty za pierwszy okres ochronny na podstawie klas ustalonych zgodnie z klasyfikacją wiedeńską. Niemniej jednak stres potężny, bo wyliczone przeze mnie koszty, które musi ponieść Klientka wzrosły o 50 %!

Pomyślałam…cóż obecnie przepisy tak często się zmieniają. Choć przecież wciąż śledzi się je na bieżąco to ilość tych zmian jest tak duża, że dnia nie starczyłoby na zapoznawanie się ze wszystkimi nowinkami! Zasypiam wieczorem w jednym stanie prawnym, a rano budzę się i jest już inny, więc może jednak nastąpiły jakieś zmiany w prawie w zakresie ustalania opłat za udzielenie okresu ochronnego na znak towarowy…

Otwieram przepisy – nic. Żadnych zmian. Wszystko po staremu. Niezmiennie zgodnie z załącznikiem nr 3 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 29 sierpnia 2001 r. w sprawie opłat związanych z ochroną wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych, znaków towarowych, oznaczeń geograficznych i topografii układów scalonych (Dz. U. z 2001 r. Nr 90, poz. 1000) w wersji obowiązującej od 14 października 2016 r.

opłatę okresową za 10- cio letni okres ochronny znaku towarowego pobiera się za każdą klasę towarową według obowiązującej klasyfikacji towarów i usług. 

Nie, to być nie może. Coś tu nie gra.

Kiedy emocje już opadły i upewniłam się, że na pewno się nie pomyliłam, ponownie zerknęłam na pismo przesłane przez Klientkę. A tu…ani śladu Urzędu Patentowego tylko jakiś Rejestr Polskich Znaków Towarowych.  A przecież wyłącznym organem w sprawach dotyczących znaków towarowych jest tylko Urząd Patentowy.

Co więcej, jak wynika wprost z art. 222 ust. 1 ustawy Prawo własności przemysłowej,

wszelkie opłaty związane ze znakami towarowymi pobiera wyłącznie Urząd Patentowy.

Kolejne zdziwienie – dlaczego pismo nie zostało doręczone do mnie jako pełnomocnika tylko skierowane do Klientki? No i w końcu dlaczego pismo jest podpisane wyłącznie pierwszą literą imienia i nazwiskiem, bez podania stanowiska i upoważnienia osoby podpisującej  i wzywającej do zapłaty?

Na koniec przyszło porównanie konta, na które moja Klientka miała dokonać przelewu za rzekomo pierwszy ochronny okres dla swojego znaku towarowego. Jak się już zapewne domyślasz wcale nie było to to samo konto, na które przelewa się opłaty pobierane przez Urząd Patentowy.

Wniosek mógł być tylko jeden: OSZUSTWO i próba wyłudzenia pieniędzy!

Co się okazało, proceder wcale nie jest nowy. Pisał o nim Mikołaj Lech na swoim blogu wskazując w 2014 r., że pierwszy raz zajął się tematem wyłudzeń „na urząd patentowy” nawet rok wcześniej!

Obszerne informacje w tym zakresie, łącznie ze wskazaniem nazw podmiotów wysyłających pisma podobne do tego, które otrzymała moja Klientka, znajdują się również na stronie Urzędu Patentowego.

Pamiętaj zatem, że jeśli przydarzy Ci się podobna historia i otrzymasz zaskakujący list od pseudo urzędu patentowego – zignoruj pismo! W razie wątpliwości skontaktuj się ze swoim pełnomocnikiem lub z Urzędem Patentowym.

Pamiętaj również, że Urząd Patentowy nie wystawia faktur ani też nie korzysta z usług podmiotów trzecich celem realizacji sowich ustawowych zadań.

Nie daj się zatem załapać w pułapkę, bowiem opłaty uiszczone na rzecz oszustów nie mają żadnego wpływu na toczące się postępowanie rejestrowe czy też ochronę znaku towarowego.

Zalecam czujność 🙂